czwartek, 18 września 2014

Warmianki za dychę

,
...i pół suchara (jak mawia Szanowna Koleżanka). przykro mi stwierdzić, ale jednak to zrobię: Olsztyńskie Targi dla Kobiet Warmianki 2014 okazały się, przynajmniej dla mnie i mojego towarzysza, klapą (nie dodam "totalną" - nie ta skala).

jestem zwolenniczką "babskich" inicjatyw. poznać się można, spotkać się można, porozmawiać, wymienić ciuchami etc. patrząc na program, tegoroczne* targi zapowiadały się co najmniej zajmująco. osobiście miałam zamiar wziąć udział w swapie ubraniowym  - zgodnie z zamysłem, opróżniłam nawet szafę, ale "spontaniczny spływ kajakowy w sobotę" pokrzyżował mi plany i postanowiłam być niedzielną-zwiedzającą.

wybraliśmy się zatem z eŁ w niedzielne wczesne popołudnie do BWA, po drodze mijając, kibicując i w duchu zazdroszcząc [czyt. ja] półmaratończykom. u podnóża planetarnianych** schodów stoisko z chyba-grochówką(!); na wejściu pan z kasetką, czyli płatny wstęp: dycha od głowy; w środku, w ciemnej przestrzeni parteru stoiska - zapamiętałam to z piękną ceramiką i stoisko, gdzie robiono makijaże (pomyślałam, że nie chciałabym, bo mam własny...).
na nieco jaśniejszym piętrze stoisk ciąg dalszy: na pewno stoisko salonu piękności nr 1 (dostałam ulotkę), stoisko sklepu ze zdrową, szczelnie w folię zapakowaną żywnością (dostałam ulotkę), stoisko gospodarstwa agroturystycznego, jedynego na którym można było czymś się poczęstować - home made dereszówką, ciastem drożdżowym lub jabłkiem z wikliny (dostałam ulotkę), stoisko - a raczej większe stanowisko - salonu piękności nr 2, gdzie pod tlenem leżała jakaś kobieta (nie dostałam ulotki), stoisko z młodzieżowymi ubraniami marki yups (dostałam ulotkę) i na końcu, w głównej sali galerii stoisko swapu. pierwsze skojarzenie: lumpeks, niestety. stojaki ze sprawiającymi wrażenie ostatków ubraniami na drucianych wieszakach, żadnego lustra (chociaż podziwiając wiszące w sali obrazy, przyuważyłam jedno wąskie, z ikei chyba, nierozpakowane i stojące w kąciku), wyobrażanych przeze mnie kufrów/waliz/szaf (no dobra, wyobraźnia mnie poniosła ;)), zero aranżacji. kiepsko. chociaż nie. nie ma tego złego, obejrzeliśmy wystawę. 
w sali planetarium gotował Kurt. wystarczająco zniechęcona, mgliście zapamiętałam tylko jego sylwetkę, babkę w fotelu siedzącą i jedzącą oraz paczkę ryżu. przy wyjściu kolejne stoisko z jedzeniem - szaszłyki tym razem, z cebulą, papryką... widziała na pewno.

i teraz tak: odczuwam pewien uczuciowy dysonans. z jednej strony, byłam, widziałam i wyszłam zawiedziona, z drugiej - oglądam zdjęcia na fejsie, z których wynika, że było super organizacyjnie i towarzysko. hmm...

wyobrażam sobie, że organizacja takiego wydarzenia nie jest łatwa. sama od czasu do czasu biorę udział w o wiele mniejszych rozmachem imprezach i wiem, ile wymagają pracy. może dlatego nie zabieram się za większe... 
niedziela była, zresztą jak poprzednie dni, ciepła i słoneczna, przed budynkiem BWA jest dużo miejsca, do którego dotarłoby więcej spacerująco-kibicujących Olsztynianek. dobrze kombinuję?

dużo dzisiaj trzykropków i dużo nawiasów. cały czas o tym myślę - nie chcę być niesprawiedliwa, takie po prostu wyniosłam (razem z toną ulotek) wrażenie. nawiasem mówiąc, rozpisałam się ;)

zdjęcie: fanpage Warmianki 2014

*skoro Warmianki 2014, pewnie będzie kontynuacja
**olsztyńskie BWA dzieli przestrzeń z planetarium


Read more →

poniedziałek, 1 września 2014

54 złote wstydu

,
ile może kosztować wstyd? najczęściej bardzo dużo - i to nie w żadnej walucie. a ile może kosztować wstyd zmaterializowany pod postacią JAKIEJŚ rzeczy? tez sporo. w moim przypadku było to dokładnie pięćdziesiąt cztery złote (z przesyłką w formie poleconej).

nie zwalając na moją próżność i potrzebę bycia oryginalną "jak dżinsy" - zgodnie z tym, co mawiał klasyk - (chociaż nie, to ewidentnie ich wina!) zapragnęłam TORBY. miała być z odpowiednim napisem, grafiką i adresem bloga. miała być reklamą. miała być moja. napis owszem jest, "grafika" owszem jest, adresu bloga bynajmniej nie ma.

znajdź różnicę


ostatnimi czasy na "rynku" pojawia się wiele oferentów akcesoriów modowych. od skarpetki po spinkę do włosów. wykorzystują social media do przestawiania swoich zasobów. super! - łatwiej do nich trafić. jak po nitce do kłębka, przeczytałam w gazecie, w internecie, a później na tapecie, o możliwości pt. "zaprojektuj, my wykonamy (jeśli nie masz pomysłu, wybierz coś od nas)". w jednym mailu wyłożyłam sprawę, w drugim powtórzyłam, w trzecim..., w szóstym zapytałam o adres, pod który mam odesłać torbę do poprawy. siódmego już się nie doczekałam*.

póki co, oswajamy się z moim WSTYDEM. czasami wyjdziemy na spacer - najczęściej frontem do mnie. jeszcze nie jesteśmy gotowi na konfrontację.


*prawdopodobne za sprawą swojego rodzaju telepatii, rano dostałam maila z adresem do odesłania torby (wydaje się, że na mój koszt) - trochę jej już używając stwierdziłam, że nie będę tego robić. oswajam wstyd.


Read more →

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

jestem najlepsza?

,
ostatnio przyznałam przed kilkoma osobami - i co najważniejsze przed samą sobą, że owszem, jestem. istnieje pewien obszar, skrawek rzeczywistości, w którym znajduję mój udział. i nawet teraz, pisanie o tym wprost przychodzi mi niełatwo i bynajmniej, nie jest to żadna kokieteria, ani zgrywa z mojej strony. po prostu, w naszej kulturze mówienie o sobie w najlepszym świetle, w pierwszej osobie, w dodatku przez kobietę jest co najmniej nie na miejscu. od zajęć plastycznych we wczesnej podstawówce przyzwyczajani(NE) jesteśmy do mówienia, że nasz obrazek jest najbrzydszy... nie jest (było) tak? 

ostatnio również, bliski memu sercu kobiecy tandem ogłosił świetną moim zdaniem akcję, pt. JESTEM NAJLEPSZA. banalne? uważam, że każda okazja jest dobra, żeby zaaplikować sobie porządną dawkę wzmocnienia. niezwykle mile jest słuchać z czyichś ust dobrych słów na nasz temat, jednak słowa wyrażane przez nas samych, mają największą moc. 

zasady są proste: wysyłasz dziewczynom swoje zdjęcie i opis w czym jesteś najlepsza - wystarczy jedno zdanie, słowo nawet. to takie proste, że aż trudne. ale spokojnie, do zrobienia;)

po raz ostatni: 

love2work.pl

zachęcam!
Read more →

wtorek, 17 czerwca 2014

rycząca 30-stka

,
google grafika

kilka tygodni temu zmieniłam kod. z dwójki przeskoczyłam na trzy i ... nic. świat się nie zawalił, ziemia nie rozstąpiła się, ani nie wystąpiła żadna z siedmiu plag egipskich. przeżyła ludzkość, przeżyłam i ja.

jeszcze pół roku temu, wiek lat trzydziestu wydawał mi się granicą ostateczną, po przekroczenia której będzie już tylko z górki - szybko, nieuważnie, zmierzając do końca. jeśli nic do tej pory nie osiągnę, nie osiągnę już nigdy. nadchodzącą apokalispę zapowiadały ostatnie dni przed urodzinami. tak dziwnego tygodnia nie miałam nigdy. mój lęk (niechęć też) wyrósł jak zakwas na chleb do tego stopnia, że świętowanie ograniczyłam do najbliższych przyjaciół. żadnej rodzinnej imprezy, żadnego napawania się dorosłością. dzień, jak co dzień.

podświadomie, temat TRZYDZIESTKI wyłapywałam zewsząd. obawy Przyjaciółki, przemyślenia na fochu i na porysunkach. przeczulenie na maksa. zupełnie niepotrzebnie. w tym jednym, wyjątkowym dniu, miliony osób na całym świecie, razem ze mną, przeszły na drugą stronę. kolejna inicjacja za nami. żadnego trzęsienia, ani pierdolnięcia. 

być może upały i noszone sukienki sprawiły że, przez kilka kolejnych dni czułam się mega kobieco(!) zeszłam już na ziemię. jedyną zmianą jest to, że odpowiadając na pytanie "ile masz lat", mogę powiedzieć "skończyłam trzydzieści", wywołując mega zdziwienie, bo wyglądam raczej tak:

google grafika



Read more →

czwartek, 15 maja 2014

POSZUKUJĄC #5 (p)oszukiwany-(p)oszukiwana?

,

- masz pracę? 
- mam.
- dasz pracę?

w kwesti pracy - jej posiadania lub nie, szukania (lub nie), jakości i bylejakości napisano tomy, wypowiedziano tysiące (nie zawsze potrzebnych) słów i rozmyślano na setkach konferencji, na sympozjach, spotkaniach projektowych i-te-de. praca to temat na czasie.
sama również, w ramach osobistego cyklu, rozprawiam co kilka wpisów o tym jak mi było, jak jest i jak może być. o konkursach było tutaj -> KLIK, dzisiaj czas na ogłoszenia;>

co jakiś czas przeglądam, i owszem. może coś mnie spektakularnego ominie, stracę szansę na wypasioną posadę, szefa z bajki, szybką i stabilną (to się chyba jednak wyklucza) karierę i totalną (oczywiście in plus) zmianę dotychczasowego życia - jak w kawale o graczu lotto, modlącego się o wygraną, który jednak nie kupił losu. nie wiem.

...no więc przeglądam te ogłoszenia i (pomijając względną atrakcyjność ofert) dochodzę do wniosku, że niektórzy szukają idiotów. jak mam traktować ogłoszenie, w którym nie ma informacji o przyszłym pracodawcy - oprócz wzmianki, że jest on liderem, na dodatek prężnie (a jakże!) rozwijającym się, w swojej branży, brak jest oferowanych warunków pracy - oprócz szansy rozwoju w dynamicznym zespole (o warunkach finansowych możesz sobie pomarzyć)? oczekiwań za to cała lista - wymagane i preferowane - nie-do-wyboru, za to do koloru. 

analizując głębiej elokwencję i domniemane zamiary rekruterów, dochodzę do niepokojącego wniosku: a może to ja zwariowałam sądząc, że uczciwie byłoby przedstawić wszystko czarno na białym? a może mój czas już minął i ogłoszenia typu "to nie jest praca marzeń... ani słowa o obowiązkach (autentyk)" są normalną sprawą i albo się przestawię, albo wypad? cóż...

na dobrą sprawę, nie muszę tego czytać - a nawet jeśli, mogę to traktować (oby jak najdłużej), jako niewymagająco-odmóżdżającą papkę.


Read more →

środa, 7 maja 2014

Have a good month;)

,
źródło: google grafika

nie licząc się z nikim poza mną zapowiadam, że ten miesiąc będzie wyjątkowy. z bardzo osobistych powodów, bardzo lubię maj - wczoraj narodził(a) się kolejny:D

wypełniona radością, być może zatraciłam się trochę (stąd balony). zdarza się:)

wczoraj też uczestniczyłam w spotkaniu OpenCoffee. głównym powodem była chęć: porannej kawy w ulubionym miejscu, innego rozpoczęcia dnia, zaspokojenia ciekawości i przede wszystkim wyjścia do ludzi. może frazes, ale dla mnie to ważne. formuła spotkania przypominała mi... hmm... siedzieliśmy w kole, każdy przedstawiał siebie... z kolejną osobą siedzącą bliżej mnie, serce biło mi jak oszalałe. no i poszło: imię, nazwisko, czym się zajmuję, co chciała(by)m zrobić. jaki był odbiór? nie wiem, ale wizytówki poszły w ruch:)

pomysł spotkań TEGO typu bardzo mi odpowiada. jako przedstawicielka gatunku stadnego, kontaktu z innymi ludźmi potrzebuję jak powietrza. przy okazji, i to chyba jest głównym założeniem organizatorów, można spotkać osoby z tak zwanej branży, wymienić się pomysłami, znaleźć grafika na przykład, albo zaoferować siebie. śledząc kolejne wydarzenia widzę, że olsztyn faktycznie rozruszał się - byleby nie zgasł pod pierwszym wzniesieniem;p

polecę banałem: niech maj będzie z Wami!;)




Read more →

sobota, 26 kwietnia 2014

żałuję

,
nieczęsto mam tak po przeczytaniu książki. zazwyczaj już w trakcie lektury oceniam czy jest dobra (w mojej skali), czy niewarta zaangażowania. kilka pozycji ciągnie się za mną od dłuższego czasu - chyba muszę  do nich dojrzeć. 

o "Suce" Katarzyny Grygi już wspominałam -->TUTAJ. przypasowała mi bardzo. znając tylko tytuł, miałam odmienne wyobrażenia co do jej treści, kreacji bohaterek, fabuły itd. przed chwilą przewróciłam ostatnią stronę. żałuję, że to koniec.


główna bohaterka, trochę ode mnie starsza, zamyka się (skądinąd w momentami atrakcyjnym) swoim świecie - odcina od przykrych wspomnień, przyszłych-nieprzyjemnych zdarzeń i ludzi mogących je generować. ma świetny kontakt z matką i swoim Wyżłem. nikt więcej nie ma do niej dostępu. prozaiczny powód sprowadza ją do szarej rzeczywistości. Suczy charakter nie pozwala jednak na taki stan...

jestem ciekawa innych spostrzeżeń. puszczam Sukę w obieg;) 
Read more →