czwartek, 11 sierpnia 2016

pomarz sobie

"marzy mi się hamak na balkonie. balkon już mam - przy okazji, w pakiecie razem z poczuciem bezpieczeństwa i bliskości. hamak to kolejny krok. marzą mi się też kwiaty w skrzynkach, pies wyprowadzany na zmiany oraz...". tak napisałam na pisankowym fb 22 czerwca, półtora miesiąca temu. ostatnie - zwłaszcza dwa - miesiące były szalone. 

nie rozpiszę się na temat pracy na pełnej..., co najmniej 11 godzin dziennie, właściwie przez 7 dni w tygodniu, stłuczce na prawie obwodnicy, powodzi stulecia i doświadczeniu jazdy w ulicznym potoku z lekko naderwanym zderzakiem przednim, ani o tym jak kolejny raz pojechałam wolontariacko na obóz i od samego początku zadawałam sobie pytanie "co ja tutaj robię?!". wspomnę jedynie o mega satysfakcji i dużym zmęczeniu, które zaczęłam odczuwać dopiero wczoraj.

miało być o marzeniach. od kiedy wyprowadziłam się z domu rodzinnego marzyłam o fajnym miejscu, w którym razem ze znajomymi mieszkałabym dłużej niż kilka miesięcy - takim, w którym byłby wspólny wieszak na kurtki i półka na buty, o którym mogłabym powiedzieć "mój dom". w rzeczywistości bywało różnie. czasami wspólne imprezy, uczenie się do sesji i comiesięczne porządki (tak wychodziło;) ), a czasami noszenie ze sobą akcesoriów higienicznych(!) i zamykanie pokoju na klucz. to jednak za mną. teraz nie wyobrażam sobie mieszkania w podobnej konfiguracji. nie ten etap. ale marzenia... 

zdają się one być wyrazem potrzeby - jakkolwiek ją rozumieć - stabilizacji i posiadania jakiegoś pewnika. jak wspomniałam, balkon zyskałam przy okazji. niezagospodarowany, ale jest. w każdej chwili mogę z niego skorzystać, robię to jednak rzadko. hamak pewnie przy tej pogodzie to już nie w tym roku - ważne jednak, że jest taka możliwość. 

kwiaty od zawsze kojarzyły mi się domowo. co prawda, warto o nie dbać, by jak najdłużej cieszyły oko (mam z tym problem), ale już sam fakt hodowania czegoś, co nie jest fasolą na gazie robi mi dobrze. plan na kwiaty jest - dzisiaj nawet oglądałam odpowiednie sadzonki. jeszcze tylko skrzynki, akceptacja drugiej strony i działam! dopóki zapał nie minie. pies to wyższa szkoła jazdy...

także tak... po tych miesiącach pracy odpoczywam, pozwalam sobie napisać coś, co nie jest zleceniem, czytam książkę dłużej niż pół godziny (na więcej wcześniej nie miałam siły i czasu), piekę ciastka i marzę. zaczynam jednak powoli odczuwać zniecierpliwienie i jakby wyrzuty sumienia. 

dobrze, że niedługo wyjeżdżam, odcinam się na jakiś czas...

Internety







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz